• Wpisów:21
  • Średnio co: 98 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:53
  • Licznik odwiedzin:4 567 / 2176 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Część 1 Rozdziału 4

Następnego ranka wszystko wróciło do normy. No… prawie wszystko. Pierwszy obudził się James, który widząc, że jego przyjaciele jeszcze śpią, zaczął przeraźliwie krzyczeć.
-Ludzie! Spóźnimy się znowu na lekcje! Pierwszego dnia szkoły!- krzyczał James i rzucił się na Syriusza, który spał w łóżku obok. Black zrzucił przyjaciela ze swoich pleców i podniósł się lekko opierając na rękach.
-No to są jakieś żarty, przecież ja czuję, że umarła cząstka mnie…- zaczął Łapa najbardziej grobowym tonem, jakim tylko można się wyrazić.
-To alkohol w tobie umarł, Łapo a nie cząstka twej duszy.- powiedział Peter stojąc teraz na łóżkiem Syriusza, który znowu opadł na poduszki.
-Ej, a gdzie nasz Król imprezy?- zapytał nagle James i podszedł do łóżka, w którym zwykle spał Remus.
I spał. Zakopany w pościeli, przykryty po sam czubek głowy, spał twardo i nie usłyszał nawet krzyku przyjaciół.
-Remus! Wstawaj!- krzyknął James.
Lunatyk otworzył najpierw jedno oko a potem drugie. Otarł twarz dłońmi i zaspanym głosem zapytał:
-Gdzie ja jestem?
-Na pewno nie w niebie, to szara rzeczywistość.- powiedział James zwlekając kołdry z dwójki śpiących przyjaciół. Syriusz zaprotestował groźnym warknięciem, Remus zrezygnowanym jęknięciem. W końcu Black podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł twarz rękoma. Lupin nadal leżał na łóżku bezwładny.
-Nigdy więcej imprez z wami.- zaprotestował stanowczo.
-Z nami? Chyba z Tobą! Musieliśmy cię siłą zagnać do łóżka, bo chciałeś przepłynąć nasze jezioro a potem wejść do gabinetu Slughorna i powkładać mu do szaf druzgotki. Poza tym, tańczyłeś na stole w bieliźnie i wypijałeś nam całą ognistą whisky.- powiedział James a Syriusz roześmiał się ponuro.
Remus podniósł się teraz do takiej pozycji jak Syriusz i spojrzał na nich podejrzliwie.
-Nie prawda. Wkręcacie mnie.
-Nic nie pamiętasz? Nasz Luniaczek nieźle się wczoraj nabawił. Boli cię głowa?- zapytał Syriusz schodząc z łóżka i wchodząc do łazienki. James otwierał usta, żeby coś powiedzieć, zanim przyjaciel zniknie za drzwiami, ale było za późno.
-Ja miałem zająć pierwszy łazienkę…

Gdy zeszli do Wielkiej Sali, stół Gryfonów rozległ się brawami i śmiechem, wszyscy klepali Remusa po ramionach i czochrali po miodowej czuprynie.
-No wszyscy mnie wkręcacie! O co chodzi?- zapytał coraz bardziej zirytowany Remus. James wywrócił teatralnie oczami.
-Mówiłem ci już.- powiedział siadając na swoim miejscu obok Remusa i Syriusza. Black wyłapał spojrzeniem Dorcas, która siedziała naprzeciwko niego i jakby zignorowała jego przybycie, słuchała tego, co miała do powiedzenia Lily.
Nagle przeszła mu ochota na jedzenie i napił się tylko herbaty. Za to Peter siedzący obok Syriusza nałożył sobie sporą porcję jajecznicy i kilka tostów. Ten chłopak zawsze bywał głodny.
Podczas gdy James przekonywał Remusa do swoich racji i próbował mu przypomnieć, jak tańczył na stole, Syriusz zauważył, że ktoś zakrywa mu oczy.
-Zgadnij, kto to?- ten wesoły głos Syriusz rozpoznałby wszędzie. Uśmiechnął się i wtedy ręce z jego twarzy odeszły. Podniósł głowę i zobaczył Cathy, która uśmiechała się od niego szeroko.
-Jak po imprezie?- zapytała dziewczyna. Syriusz westchnął głęboko a ona tylko się roześmiała. Cathy nigdy nie miewała bólów głowy, nigdy nie była zmęczona po imprezach a potrafiła wypić bardzo dużo i tego właściwie wszyscy jej zazdrościli.
-Chodź, mam dla ciebie niespodziankę.- powiedziała Cathy i pociągnęła Syriusza za rękę. Rzucił tylko do przyjaciół, że spotkają się na Eliksirach i pobiegł za siostrą.
Okazało się, że do Wieży Gryffindoru. Syriusz zmarszczył brwi i rozejrzał się po Pokoju Wspólnym, z którego dzisiaj wypadł z prędkością światła razem z przyjaciółmi. Wszystko było posprzątanie i nie wskazywało na to, że była tu wczoraj dzika impreza. Skrzaty domowe zapewne się nieźle napracowały. Cathy pociągnęła Syriusza w stronę Dormitorium Dziewcząt i zamknęła za nimi drzwi. W pokoju nikogo nie było.
-Poczekaj tu.- powiedziała i zniknęła za drzwiami, którymi przed chwilą weszli. Syriusz wsadził ręce do kieszeni i usiadł na łóżko, które zwykle zajmowała jego siostra. Rozejrzał się i stwierdził, że w Dormitorium dziewcząt jest porządek, jakiego Cathy nie utrzymuje w domu, w swoim pokoju. Na ścianach ma zwykle plakaty z drużynami Quidditcha, mugolskie zespoły muzyczne złożone z chłopców, zdjęcia swoje, przyjaciół i z Huncwotami. Tutaj było tylko jedno zdjęcie postawione na szafce nocnej. Cathy i Syriusz młodsi o kilka lat ze śmiesznymi minami.
Syriusz nie musiał długo czekać na siostrę. Wpadła do Dormitorium trzymając w dłoniach małą rzecz. Black wstał z łóżka i podszedł do Cathy. To, co trzymała to kluczyki. Ale, od czego? Syriusz zmarszczył brwi.
-Co to jest, Cathy?- zapytał zdziwiony.
Siostra uśmiechnęła się szeroko i wręczyła mu kluczyki.
-Coś, co kochasz tak samo jak miotłę, tylko trochę ulepszone. Twój nowy motor będzie teraz latał jak miotła. Tylko nie używaj go tutaj, chyba, że w razie konieczności. Jest ukryty za jednym z przejść do Hogsmeade, nikt go tam nie znajdzie oprócz nas.
Syriusz wytrzeszczył oczy na Cathy, która właśnie wręczyła mu kluczyki do, zapewne, najlepszego motoru na świecie.
-Cathy, ty….
-Nie dziękuj mi! Wystarczy, że kiedyś odrobisz za mnie zadania z wróżbiarstwa- powiedziała z szerokim uśmiechem i roześmiała się, gdy Syriusz ją objął.
-Lepiej nie mów o tym chłopakom, bo sami go sobie wezmą.
~~~~~~
 

 
Część 3 Rozdziału 3

-I co? Poderwałeś ją?- zapytał James a Syriusz wziął do ręki swoją szklankę, nalał sobie ognistej whisky. Black wzruszył tylko ramionami i zmienił temat na Quidditcha.
Treningi mieli zacząć już w drugim tygodniu nauki a James, jako kapitan miał zamiar ostro trenować. Z Syriuszem zastanawiali się, jak pogodzą SUM-y, imprezy, Quidditcha i naukę, ale stwierdzili, że dla nich nie ma nic niemożliwego.
Impreza rozkręciła się niesamowicie. Gryfoni tańczyli i pili, ognistej whisky dalej było mało, Peter co chwilę musiał przynosić więcej jedzenia a Remus…
-Bawimy się!- krzyczał Lunatyk stojąc w samej bieliźnie na stole, na którym stało rodzeństwo i trzymał w dłoni butelkę z ognistą whisky. James, Syriusz, Lily, Dorcas i Peter wytrzeszczyli oczy na przyjaciela, który zwykle spokojny i opanowany, teraz opróżniał butelkę z alkoholem dużymi łykami.
-Panie prefekcie! Nie poznaję pana!- krzyczał Syriusz. Lily i Dorcas zauważyły, że Ann śmieje się i nie może opanować. Same też zaczęły się śmiać, potem dołączył do nich James, Peter i Syriusz.
-Remus, Remus, Remus!- krzyczała społeczność Gryfońska i klaskała dla nowego prefekta.

_
Ta część krótka także wasza wygoda
  • awatar ♥Katherine♥: Witam, mam do Ciebie maleńką prośbę, a mianowicie chodzi mi oto, czy mogłabyś wejść na mój blog i polubić mój fan page (facebook )? Naprawdę bardzo, bardzo mi na tym zależy.... Z góry dziękuję bardzo ;* Pozdrawiam Link do polubienia na facebook : https://www.facebook.com/Catherinesdiary A to link do mojego bloga : http://catherinessdiary.blogspot.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

<3

Tattoo <33333
 

 
Dawno mnie tu nie było ale już wam wstawiłam kolejną część moich wypocin
Ostatnio dużo się działo, jestem na połowie książki "Opowieść o dwóch miastach" i uwielbiam postać Sydneya Cartona <3. Tak samo zakupiłam dzisiaj w księgarni "złodziejkę książek" i podejrzewam, że się w niej zakocham. Podobno jest nawet film! Ale najpierw książka.
W dodatku znalazłam piękny art z Huncwotami i właśnie wam go przesyłam:

No a poza tym to nauka: dużo nauki, z fizyki, polskiego, wosu, matematyki i angielskiego. I oczywiście niemiecki, ale to już z winy nauczyciela xD Nauczyciele są winni.
 

 
Część 2 Rozdziału 3

Mimo słów Syriusza już kilka chwil później wszystko było przygotowane; mnóstwo jedzenia skradniętego z kuchni przez Petera, głośna muzyka puszczona z głośników, które zorganizował Arthur Weasley, kilka niespodzianek przyszykowanych przez Huncwotów, Dorcas w jakiś sposób załatwiła ognistą whisky, którą osobiście sama uwielbiała. Wszyscy świetnie się bawili, ci, którzy nie bali się teraz imprezować i nie martwili się o jutrzejsze samopoczucie na lekcjach, tańczyli i bawili się razem z Huncwotami. Nawet Lily dała się zaciągnąć do zabawy przez Dorcas, tylko nigdzie nie było widać Ann.
-Gdzie jest Annabell?- zapytała nagle Lily wypijając do dna szklankę pełną ognistej whisky.
-Chyba siedzi w dormitorium.
-Dlaczego?- zainteresował się Remus, który siedział na parapecie w Pokoju Wspólnym, gdzie trwała impreza.
-Jest nie śmiała, nie zna was i się wstydzi.- powiedziała Dorcas nalewając sobie alkoholu. James i Syriusz spojrzeli po sobie. Remus znał te spojrzenia i wiedział, że coś się kroi.
-Luniaczek też się wstydzi, pójdźcie się razem wstydzić.- James chwycił Remusa za ramię ściągając go z parapetu i popychając w stronę Dormitorium Dziewcząt.
-Ale… jak to? Przecież… tak wejść do środka.- nie był zdecydowany i szukał sposobu, żeby się z tego wyplątać.
-To zapukaj. I uważaj na te schody, pamiętasz zaklęcie?- Syriusz popchnął go znowu na schody a Remus wyciągnął różdżkę i zaczarował je tak, żeby przy wchodzeniu do dormitorium dziewcząt nie zamieniły się w zjeżdżalnię.
Gdy stanął przed drzwiami chwilę się zastanowił a potem zapukał i wszedł do środka. Ann siedziała sama w dormitorium czytając książkę. Jej długie włosy były rozsypane na poduszce i prawie sięgały ziemi. Remus poczuł, że się rumieni, ale wszedł do środka. Ann spojrzała na niego zdziwiona, ale po chwili się podniosła i uśmiechnęła.
-Remus!- ucieszyła się na jego widok- Co tutaj robisz?- zapytała odgarniając z twarzy niesforny kosmyk włosów.
Lunatyk zamknął drzwi i podszedł do niej.
-Co czytasz?- zapytał biorąc do ręki książkę, którą Ann przed chwilą czytała.
-Em.. to mugolski autor, romans. Nic, co mogłoby cię interesować.- powiedziała z sympatycznym uśmiechem zwieszając nogi z łóżka.
Remus spojrzał na nią z nad książki i przeczytał opis. Wyglądał naprawdę zachęcająco, ale po namyśle oddał książkę dziewczynie. Gryfon dopiero teraz zauważył, że dziewczyna jest bardzo ładna. Jej rysy twarzy były delikatne i sympatyczne.
-Ja przyszedłem cię zaprosić na imprezę. Chodź, pobawimy się trochę.- zaproponował chłopak i widząc, że dziewczyna się zastanawia był wyraźnie ucieszony. W końcu wstała i uśmiechnęła się.
-Dobrze ja… zaraz zejdę, tylko trochę się przebiorę.- powiedziała Ann a Remus kiwnął głową i wyszedł. Przed dormitorium stał Syriusz, James i Peter. Spojrzał na nich zdziwiony.
-Co wy tu…
-I co? Zgodziła się?- zapytał James.
Remus powoli pokiwał głową.
-No tak, zaproponowałem jej tylko imprezę…
-Łuh! Super! Luniak będzie miał dziewczynę!- krzyknęli uradowani przyjaciele. Remus puknął się w czoło dając im do zrozumienia, że są idiotami.
Zeszli po schodach znowu do Pokoju wspólnego. Nagle przemówił głos Cathy, która stanęła na stole stojącym naprzeciwko kominka.
-Posłuchajcie mnie wszyscy!- krzyknęła i na jej rozkaz wszyscy się uciszyli. Było wiadome, że Cathy trzyma się z Huncwotami, więc większość Gryfonów za nią przepadała.- Tę imprezę jak zwykle zorganizowali Huncwoci, ale to nie jest zwykła impreza.- zaczęła Cathy a Remus zauważył, że Annabell zeszła na dół i teraz szła w ich stronę. Przebrała się w ciemne spodnie i czerwoną bluzkę a jej złote, bardzo długie włosy były rozczesane i teraz sięgały do ud.
-Jest jeszcze inna okazja do świętowania dzisiaj- powiedziała Cathy a przez grupę Gryfonów przebiegł szmer, „co to takiego?” „jakaś niespodzianka”.
-Cathy, nie….- powiedział cicho Syriusz i uderzył się dłonią w czoło.
-Mój brat ma dzisiaj urodziny! Pewnie mnie za to zabije, ale wszystkiego najlepszego!- krzyknęła Cathy i w tym momencie wybuchła paczka-niespodzianka z kolorowym konfetti. Gryfoni zaczęli się śmiać i ten, który dostał się do Syriusza składał mu życzenia.
-Zabiję was wszystkich, - powiedział Black wchodząc na stół i stając obok siostry. Przez tłum Gryfonów przebiegł śmiech. – Ale jeżeli już świętujemy moje urodziny to bawimy się do białego rana. Oczywiście idziemy normalnie na lekcje i jesteśmy na nich całkowicie aktywni.- powiedział Black i wznosząc swoją szklankę z ognistą whisky, zszedł z stołu razem z Cathy. Syriusz poczochrał siostrę po włosach, podeszli do przyjaciół. Remus stał i nieśmiało spoglądał, co chwilę na Ann. Black postanowił mu pomóc i podał przyjacielowi szklankę z alkoholem.
-Masz, wypij.- powiedział, ale Remus potrząsnął głową z dezaprobatą.- Pij, to są moje urodziny i ja sobie życzę, żebyś na chwilę zapomniał o swoim stanowisku prefekta i zabawił się trochę.- wręczył mu szklankę do ręki i rozejrzał się po pokoju wspólnym. Gdzie jest Dorcas?- zapytał siebie w myślach, ale poczuł czyjąś rękę na ramieniu. To była dłoń Jamesa.
-Ona jest gdzieś tłumie i bawi się.- wskazał na tłum bawiących się Gryfonów. Syriusz dopił trunek, odstawił szklankę i poszedł przepchać się do dziewczyny.
Zastał ją w samym środku zabawy i uśmiechnął się widząc ją roztańczoną i uśmiechniętą. Jej długie, czarne włosy tańczyły razem z nią, miała uniesione ręce i bujała się w rytm muzyki. Podszedł do niej i od tyłu objął ją w pasie. Poczuł, jak napina mięśnie i zdziwiona patrzy na jego dłonie a gdy poznała, że to on tylko się uśmiechnęła.
-Syriusz! Wszystkiego najlepszego.- powiedziała Dorcas odwracając się do niego przodem i zaplatając swoje ręce wokół jego szyi. Na jego twarzy malowała się radość, na jej zabawa. Czuć od niej było alkoholem i potem, jednocześnie słodkością jej perfum. –Ale jeszcze nie jesteś pełnoletni, Huncwocie.- powiedziała coraz bardziej zbliżając się do niego twarzą.
-Oj, cicho bądź,- powiedział spokojnie Syriusz i pocałował Dorcas licząc, że nikt tego nie zauważy. Chciał jej posmakować, chciał wiedzieć, jaka jest. I była dobra… bardzo dobra. Jedną z najlepszych. Dorcas odsunęła się, ale nie była zdenerwowana; przeciwnie, śmiała się. Syriusz zmarszczył brwi.
-Syriusz, ciesz się, że jestem pijana.- powiedziała odsuwając się od niego z śmiechem.- Lily mnie ostrzegała, przecież ty nic sobie nie będziesz robił z tego, co teraz się wydarzyło. Miałeś tyle dziewczyn w swoim życiu ile ja nie będę mieć chłopaków do końca swojego. Ale jednego bądź pewien, mnie nie będziesz miał.- Dorcas wskazała na niego ostrzegawczo palcem a potem opuściła rękę i rozejrzała się leniwie.- Gdzie jest moja szklanka?- zapytała sama siebie, wzięła szklankę i butelkę z whisky do połowy pustą i zniknęła Syriuszowi z oczu.
 

 
Dziękuję wam za tyle odwiedzin i za to, że ze mną wytrzymujecie! KOCHAM WAS
 

 
Część 1 Rozdziału 3

Resztę wakacji wszyscy spędzili w domu Rogacza śmiejąc się, wspominając i grając w mini Quidditcha. Syriusz coraz lepiej dogadywał się z przyjaciółką Lily, Dorcas, a James na siłę próbował zbliżyć się do rudowłosej dziewczyny. Ona lubiła się z nim śmiać i słuchać jego dowcipów, ale gdy tylko usiadł za blisko od razu się odsuwała. Rogacz jednak nie miał w swoim słowniku czegoś takiego jak nie lub daj sobie spokój. Syriusz kiedyś bał się o bezpieczeństwo Lily, ale teraz, po latach przyjaźni wiedział, że ten nastolatek nie byłby zdolny do zrobienia krzywdy dziewczynie, a zwłaszcza Evans.
W końcu nadszedł dzień pierwszego września. Wszyscy byli bardzo podekscytowani i jednocześnie zdenerwowani tym, co czeka ich w tym roku. Nie dawali tego po sobie poznać, ale nie mieli ochoty na rozmowę czy żarty o egzaminach. Wszyscy teleportowali się, przy pomocy rodziców Jamesa, na stację King’s Cross. Mugole na pewno ich nie zauważyli bo już odwracali by swoje spojrzenia na dziwne pojawienie się ludzi na środku stacji. Przecież ludzie tak naprawdę się nie teleportują.
Gdy pożegnali się z rodzicami Jamesa przeszli przez murek między dziewiątym a dziesiątym peronem i znaleźli się na peronie 9 i ¾ . Zapakowali kufry, ale mieli jeszcze czterdzieści pięć minut do odjazdu pociągu, więc zostali na zewnątrz, by pożegnać się z Londynem.
Nagle Lily odwróciła się od Huncwotów i Dorcas, machając do drobnej osóbki.
Była nią dziewczyna z włosami do ud koloru blond, miała czysto niebieskie oczy a na twarzy uśmiech. Miała skromną budowę, była szczupła i niższa od Lily. Na sobie miała szaty Gryffindoru, ale żaden z Huncwotów nigdy jeszcze jej nie spotkał. Może, dlatego, że ginęła w tłumie.
-Hej, Ann!- Lily uściskała blondwłosą dziewczynę.- Słuchajcie, to jest Annabell Lorens.
Wszyscy przywitali się z Ann a ta wdała się w rozmowę z Dorcas i Lily.
-Znacie ją?- zapytał nagle dosyć cicho, James.
-Teraz ją poznaję, ona też jest prefektem. Pochodzi z rodziny mugoli, tak jak Lily. One podobno przyjaźniły się już w dzieciństwie, bo razem mieszkały na Privet Drive.- wytłumaczył nagle Remus. Spojrzenia pozostałych chłopców skierowały się w jego stronę.
-Skąd ty się tego wszystkiego dowiadujesz?- zapytał James.
-Bo ja rozmawiam z Lily a nie próbuję ją ciągle podrywać i rozśmieszać na siłę. – wytłumaczył Remus, ale wyglądał na zirytowanego.
James wzruszył ramionami, ale jednocześnie musiał przyznać Remusowi rację. Nigdy nie próbował rozmawiać z Lily normalnie, nie podrywając jej. Może warto kiedyś spróbować?
Kiedy w końcu wsiedli do pociągu i zajęli jeden przedział czekała ich długa droga do Hogwartu. Przez cały czas rozmawiali, śmiali się i grali w eksplodującego durnia. W pewnym momencie z przedziału wyszli Lily, Remus i Ann na spotkanie z resztą prefektów. Mieli dostać hasło i odpowiednie instrukcje, bo byli prefektami pierwszy rok. James, Syriusz, Peter i Dorcas zostali sami w przedziale.
-Chwila moment…- zaczął James i spojrzał na Syriusza. Black wykręcił oczami wiedząc, co teraz będzie.- Czy ty nie masz dziś urodzin?
-Nie, nie, nie mam…- zaczął szybko Syriusz, ale widząc minę Dorcas przestał mówić.
-Jak to?! I ja nic o tym nie wiem? Nie kupiłam ci prezentu ani nie upiekłam ci tortu!- zaczęła panikować Meadowes.
-Spokój, zrobimy imprezę w Wieży Gryffindoru.
-Z okazji rozpoczęcia szkoły, oczywiście.- dopowiedział Syriusz patrząc ostrzegawczo na przyjaciela.- Nie chcę żadnej imprezy, śpiewania, tandetnych życzeń. Mamy się bawić, jak co roku.
-Rzadko, kiedy bawimy się pierwszego września, bo ten dzień często wypada w weekend. – zauważył zrezygnowany Peter.
-I bardzo dobrze, ostrzegam was. Podczas imprezy zaczniecie coś gadać to wyrzucę was przez okno z Wieży.- pouczył ich Black a James uniósł w górę ręce w geście poddania się.
-Ale jak to, tak nie obchodzić urodzin?- Dorcas nie mogła tego przeżyć.

Gdy dojechali na miejsce już czekały na nich powozy, które jechały zawsze same. Akurat w siódemkę wsiedli do powozu rozmawiając o tym, czego nowi prefekci się dowiedzieli.
-Nasze hasło to „Smocze jajo”. Zabrania się nam robienia imprez do późna, ale to pewnie nie będzie dotyczyło naszych Huncwotów- tu Lily rzuciła spojrzenie czwórce przyjaciół.- Mówili właściwie wszystko to, co oczywiste. Zakaz dręczenia innych uczniów, robienia kawałów nauczycielom, rzucania zaklęć między lekcjami, wychodzenia do Zakazanego Lasu… ale tego pierwszoroczniacy dowiedzą się już w Wielkiej Sali.
Syriusz rozejrzał się po okolicy. Znał tę drogę na pamięć, mógłby dojść do Hogwartu z zamkniętymi oczami. Black rozglądał się za czternastoletnią dziewczynką o ciemnych włosach w szacie Gryffindoru…
Kiedy byli już na miejscu zajęli miejsca przy długim stole Gryffindoru w Wielkiej Sali. Złote serwisy na razie były puste, jednak zaraz miały napełnić się najlepszym jedzeniem, jakie można sobie wymarzyć. Zanim to się jednak miało stać, pierwszoroczniacy zostali przydzieleni do swoich domów. Syriusz rozglądał się nadal za pewną osobą i dostrzegł ją siedzącą na drugim końcu stołu. Będzie musiał ją dogonić, żeby porozmawiać.
Po ceremonii przydziału odezwał się dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore.
-Witajcie w kolejnym roku w Hogwarcie! Nie będę was teraz zanudzał moimi wywodami na temat tego, czego wam nie wolno. Jedzcie!- machnął rękoma i na stołach pojawiło się wyborne jedzenie.

Po uroczystej kolacji wszyscy uczniowie zaczęli opuszczać Wielką Salę. Syriusz, nie czekając na przyjaciół, pobiegł w stronę dziewczyny, której tak długo szukał.
-Cathy!- zawołał i dotknął jej ramienia, żeby ją odwrócić. Jego oczom ukazała się dziewczynka z czarnymi włosami opadającymi do łopatek z szarymi oczami. Była niższa od Syriusza i szczupła, dobrze zbudowana. Uśmiechnęła się na jego widok.
-Syriusz! Wszystkiego dobrego- powiedziała Cathy przytulając do siebie brata.
-Nie tak głośno.- powiedział Syriusz zaciskając zęby, ale uśmiechnął się do siostry.- Jak się czujesz? Wszystko w porządku?
-Nie zanudzaj! Powiedz mi, robicie imprezę?- ta czternastoletnia dziewczyna dokładnie znała plany swojego brata na ten rok. Imprezy, Quidditch, może trochę przykładania się do nauki, bo w końcu SUM-y.
Syriusz uśmiechnął się mimo woli i powiedział Cathy, że impreza zacznie się o dwudziestej.
Pożegnał się z siostrą i pognał do Wieży Gryffindoru. Powiedział hasło „Smocze jajo” przed portretem Grubej Damy a tam czekali już na niego przyjaciele razem z Lily i Dorcas. Lily wyglądała na niezadowoloną.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł robić imprezy już pierwszego dnia.
-Zawsze robimy imprezy pierwszego dnia, żeby przywitać Hogwart na nowo.- powiedział James patrząc na Lily zdziwiony.
Ruda rzadko brała udział w imprezach organizowanych przez Huncwotów. Wolała się uczyć albo rozmawiać z Ann i nie narażać się na utratę punktów.
-Poza tym, to nie jest jakaś tam impreza- doszedł ich głos od portretu Grubej Damy i do Pokoju Wspólnego weszła Catherine Black, młodsza siostra Syriusza, która w trzeciej klasie udowodniła, że zasługuje na przydomek Huncwotki. Syriusz spojrzał na nią zdziwiony.
-Racja… to impreza rozpoczęcia szkoły.- powiedział Syriusz patrząc na przyjaciół.
-I twoje urodziny. Nie pozwolę ci w tym roku tego olać.- powiedziała, założyła ręce na piersi i spojrzała na brata triumfalnie. Syriusz już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale James był pierwszy.
-Tak, twoja siostra dobrze mówi.
-Zaraz, ty masz urodziny?- zapytała Lily dopiero teraz orientując się, o co chodzi w tej rozmowie.
-No, kiedyś powinienem je mieć…- zaczął Syriusz zirytowany.- A teraz coraz mniej chce mi się tę imprezę organizować.
_
Nareszcie mam program office -.-
Nie zanudźcie się xD
 

 
Primo:Ostatnie dni ferii, niestety, a potem znowu nauka w pierwszej klasie szkoły średniej. Szkoda, no cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Ale jutro czeka mnie jeszcze wyjazd do kolegi do Torunia <3
Drugie primooza tym kocham moje przyjaciółki, które wstawiają nasze kompromitujące zdjęcia na Facebooka xD

Trzecie Primo: I do tego chyba się wezmę za Więźnia Azkabanu po raz kolejny. Uwielbiam tę część <3
Czwarte i ostatnie primo: życzę wam miłego dnia i może dzisiaj uda mi się dodać kolejną część mojego opowiadania
/Huncwotka
 

 
Nowy komputer to nauka od nowa: jest zupełnie inny niż mój stary laptop więc teraz uczę się Windowsa 8 xD Masakra, o co chodzi? o.O
Na razie nie będę dodawać nowych rozdziałów bo nie mam zainstalowane Worda. Muszę poczekać na pomoc
A tym czasem życzcie mi powodzenia w pokonywaniu nowych przeszkód i odkrywaniu tajemnic tego nowego i dziwnego laptopa ;D
 

 
Część 3 Rozdziału 2

Skate park był czymś w rodzaju parku rozrywki, tylko tutaj dzieci mugoli jeździły na deskach z kółkami po wydziwionych trasach zwanymi rampami. Huncwoci rozglądali się nie wiedząc, co robić i dokąd iść. Remus stwierdził, że to nie najlepszy pomysł i chciał wracać do domu Jamesa, ale w końcu udało się go zatrzymać.
Lily przyniosła im deski z kółkami i plastikowe kaski. Bzdura! Kaski powinny być skurzane, najlepiej ze smoka. W świecie mugoli wszystko było plastikowe, nawet niektóre dziewczyny.
-Chodźcie, pokaże wam, jak się to robi.- powiedziała z wyzwaniem Lily i weszła na jedną rampę, postawiła deskę na ziemi, weszła na nią i zaczęła zjeżdżać. Mimo tego, że miała na głowie kask, jej włosy łopotały za nią mimo braku wiatru. Huncwoci patrzyli na nią ze zdziwieniem, bo to przecież nie mogło być takie trudne.
Gdy Lily w końcu zeszła popatrzyła na chłopaków i zachęciła ich gestem.
-Kto zaczyna? James?- zapytała rzucając mu spojrzenie, które mówiło wyzwanie. James kiwnął głową i wszedł na samą górę. Postawił deskę w poprzek a ta za nic nie chciała ruszyć. Dorcas uderzyła się w czoło.
-Postaw ją odwrotnie…- zaczęła Dorcas.
Lily miała nadzieję, że James nie odwróci jej kółkami do góry i jej prośby się spełniły; Potter w odpowiedni sposób ustawił deskę i zjechał na niej lądując po tym na plecach. Deska gdzieś wypadła i wróciła do niego szybko uderzając go w bok.
Syriusz zdławił śmiech i zakaszlał próbując go ukryć.
-Co to jest, na brodę Merlina! Przecież na tym nie da się latać!- krzyknął z powagą i zdenerwowaniem James. Lily pomogła mu wstać, co było uciechą dla samego Rogacza.
-Bo na tym się nie lata.- powiedziała ruda z szerokim uśmiechem.- Który teraz?
Pozostała trójka Huncwotów cofnęła się do przodu.
-Mnie się wydaje, że Syriusz chce iść.- powiedział Peter bojąc się, że skończy gorzej niż Potter.
-Ee… nie ja nie skorzystam, lubię swoje zęby i twarz… i kości wolałbym mieć całe.
-To na pewno nie jest bardziej niebezpieczne niż Quidditch. Rusz się, Black. Chyba, że tchórzysz.- powiedziała Dorcas podnosząc jedną brew do góry. Jej przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu przekonało Syriusza. Wzruszył ramionami.
-Dobra, sami tego chcieliście.- powiedział Syriusz i wszedł na górę rampy. Zanim zjechał wykonał ręką gest pożegnania i zjechał w dół.
Udało mu się zjechać lepiej niż Jamesowi ale będąc po drugiej stronie rampy już w powietrzu, stracił równowagę i spadł w taki sam sposób jak Rogacz przed chwilą. Usłyszał śmiech przyjaciół i sam wstał lekko się chwiejąc. Podszedł do niego James próbując się nie roześmiać.
-Rozumiesz mój ból…- powiedział klepiąc go po ramieniu. Syriusz uśmiechnął się mimo woli i zszedł z rampy. Spojrzał na Remusa.
-Jak nie pójdziesz sam to cię siłą wezmę na górę i zjedziesz bez tego cholerstwa…
-Deski- poprawiła go szybko Lily.
-Nie ważne. Deska to nie miotła. Co ci mugole widzą w tych dziwnych sportach?
Syriusz był wyraźnie wstrząśnięty tym, że na tej desce się nie lata a mugole nie wiedzą, co to jest Quidditch. Dla nich wszystkich latanie było niemożliwe, chyba, że za pomocą samolotów. A Syriusz latał na miotłach i na motorze, który teraz niestety zostawił na Grimmauld Place numer 12.
Po upadku Remusa, który jednak nie był tak dramatyczny jak pozostałych, i Petera, który upadł na głowę, wrócili do domu cali obolali. Syriusz i James stwierdzili, że teraz marzą tylko o tym, żeby pójść spać. Sami z resztą nie byli pewni, czy jutro będą mogli się ruszać.
Gdy weszli do domu u progu czekała już Dorea Potter. Widząc ich wytrzeszczyła oczy.
-Na brodę Merlina! Gdzie wyście byli? Ktoś was napadł?
-Byliśmy w skit parku…- wytłumaczył James siadając na fotel.
-Co?- mama Rogacza była wyraźnie zaskoczona i nic nie rozumiała.
Lily roześmiała się serdecznie.
-W Skate Parku. To nic niebezpiecznego, przynajmniej dla normalnych nastolatków. Jeździ się tam na deskach.- wytłumaczyła Lily siadając na kanapie obok Dorcas i Syriusza, który umierał w mękach.
-Fascynujące! Czy to jest bardzo niebezpieczne dla czarodziei?- zainteresował się Charles Potter.
Lily tylko potrząsnęła głową i uśmiechnęła się.
-Jeżeli ktoś potrafi jeździć to nie. A tej czwórce przyda się teraz odpoczynek, bo nie radzą sobie ze sportem mugolskim- Lily znowu roześmiała się melodyjnie, co dla Jamesa było najpiękniejszą muzyką. Gdy Huncwoci poszli do swoich pokoi (nie trzeba było ich długo przekonywać, żeby szli się położyć) ojciec Jamesa zaczął męczyć Lily o sport mugolów, w którym jego syn o mało się nie zabił. Za każdym ciekawym słowem Lily, oboje rodzice Rogacza krzyczeli „Fascynujące”. Dorcas siedziała obok i była obecna ciałem, lecz tak naprawdę nie wiedziała, co przyjaciółka opowiada. Myślała o tym, co czeka ją w piątym roku. Będzie musiała odstawić wszelkie imprezy i zacząć się uczyć, że jeżeli w przyszłości miała zamiar zostać aurorem. Na pewno będzie potrzebować pomocy z eliksirów, obrony przed czarną magią oraz z wróżbiarstwa.
-Prawda, Dorcas?- usłyszała ciemnowłosa dziewczyna i spojrzała na rudowłosą przyjaciółkę. Rodzice Jamesa gdzieś zniknęli, zapewne poszli do kuchni, bo stamtąd słychać było zafascynowanie deską na czterech kółkach.
-Tak, oczywiście…- potaknęła Dorcas jednak nie wiedziała, o czym przyjaciółka mówi.
-Pytałam, czy przefarbować włosy na zielono a tobie na niebieski. Nie słuchasz mnie. O czym myślałaś?- zapytała z zainteresowaniem ruda.
Dorcas przez chwilę pomyślała, czy warto zanudzać koleżankę swoimi zmartwieniami.
-Martwię się o to, co będzie w przyszłości… o SUM-y…
-To nie długo, kilka miesięcy. Zleci się szybciej niż myślisz.- pocieszyła ją Lily, na co Meadowes wysłała jej mordercze spojrzenie.
-No dzięki.
-Dorcas, myślę, że świetnie sobie poradzimy. Musimy, nie mamy innego wyjścia. Tylko odstawisz imprezy we wszystkich domach, kibicowanie na meczach Quidditcha, cotygodniowe zakupy w Hogsmeade i będziesz świetną uczennicą.
-Aż tyle muszę poświęcać?- Dorcas wyglądała na męczennicę.
Lily wzruszyła ramionami i pogłaskała przyjaciółkę po ciemnych włosach.
 

 
Po łyżwach: przeziębiona. Masakra, źle się czuję. Umrem.
w piątek do kolegi do Torunia! Jak tylko samochód wróci z naprawy -.-' mam nadzieję, że zdążą.
Poza tym, dzisiaj jeszcze dodam końcówkę rozdziału II.

  • awatar §♫§ Juta i Gaba §♫§: Bardzo zapraszam na nowy wpis! Jest w nim mój nowy rysunek. Zobaczysz i skomentujesz? Może Ci się spodoba. Zapraszam! (- http://swets123.pinger.pl/m/21109660). / Juta
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Część 2 Rozdziału 2

Lily i Dorcas czuły się w domu Potterów bardzo dobrze. Ruda podejrzewała, że James będzie natarczywy, ale tak nie było. Był tylko lekko nadopiekuńczy, jeżeli można to było tak nazwać. Wciąż pytał czy niczego jej nie potrzeba, a Lily miała wszystko i jeszcze więcej. Cieszyła się, że udało jej się wyrwać od wrednej siostry Petunii, która wciąż obrażała ją i jej znajomych. Była mugolem i nienawidziła wszystkiego związanego z magią i wszystkim tym, co nie należało do świata codziennego. Dziewczyna bardzo dobrze czuła się w towarzystwie Dorcas i chłopaków, którzy mimo tego, iż byli niedojrzali, mogli być dobrymi przyjaciółmi. Jeżeli oczywiście żyło się z nimi w zgodzie. Lily śmieszyło to, że mogą się przyjaźnić. Każdy z nich miał odmienny charakter.
Remus był z nich wszystkich najbardziej rozsądny, miał też najlepsze stopnie. Był nieśmiały i zwykle cichy, wolał się trzymać na drugim planie, ale też nigdy nie chciał być ostatni. Trzeba było go przekonywać do rzeczy, które były nie zgodne z regulaminem a później świetnie się bawił. Lily ciekawiło to, gdzie znikał, co miesiąc, ale nie pytała go o to: przecież mógł mieć swoje sprawy.
Peter był zdecydowanie jednym z najdziwniejszych uczniów, jakich Lily spotkała. Był nieśmiały tak jak Remus jednak nigdy nie miał swojego zdania. Wszędzie chodził za Jamesem i Syriuszem, nieważne, gdzie ci się ruszyli. Lily czasami wydawało się, że ci dwoje sprowadzą go na złą drogę albo przyjaźnią się z nim, bo mają wobec niego jakieś plany żartu. Jednak teraz twierdziła, że naprawdę się z nim przyjaźnią i lubią spędzać z nim czas.
Syriusz… ten chłopak był zdecydowaną zagadką mimo tego, że mogło się wydawać, iż wie się o nim wszystko na pierwszy rzut oka. Arogancki chłopak z arystokratycznej rodziny czarodziei, niezwykle przystojny, z rzadko spotykanym poczuciem humoru i bardzo zdolny, mimo swojego lenistwa. Lily już nie raz pomagała mu w odrabianiu eliksirów, do których po prostu nie chciał się przykładać. Syriusz był osobą, w której kocha się pół Hogwartu a druga połowa szkoły mu zazdrości. Lily wiedziała jednak, znaczy, słyszała plotki, że rodzina Blacka nie jest taka, jaką by sobie wymarzył, dlatego tak często przebywa u Pottera.
Właśnie, Potter. James Potter, chłopak, w którym kocha się ta sama część Hogwartu, co w Blacku. Potter był arogancki, irytujący i zdolny, co także było w nim bardzo irytujące. Zdolny gracz Quidditcha, jego włosy często wyglądają tak, jakby właśnie zszedł z miotły. Lily już kilka razy miała ochotę mu je poprawić, ale w końcu się powstrzymała. James próbował zaprosić ją na randkę od pierwszej klasy i mimo tego, że wciąż go spławiała ten nie dawał za wygraną. Normalny chłopak od razu dałby sobie spokój wiedząc, że nie ma szans u młodej Lily Evans, ale nie James Potter. Może on po prostu musi dostać to, czego pragnie?
Lily lepiej czuła się w towarzystwie Dorcas; gdyby nie jej namowa zapewne nie zgodziłaby się i znowu dała kosza Potterowi. Teraz cieszyła się, że posłuchała przyjaciółki i zagościła u Huncwotów. Dorcas była jej przyjaciółką od pierwszej klasy i była mieszańcem. Jej matka była czarownicą a ojciec mugolem; podobno był tym wstrząśnięty, ale to nie decydowało o ich związku. Dla Lily to było piękne.
Z Dorcas przyjaźniła się także mimo przeciwieństw. Ona była prefektem a Dorcas często wychodziła z Wieży Gryffindoru kierując się do kuchni, żeby coś przegryźć albo po prostu pospacerować. Według rudej było to bardzo ryzykowne, gdyż za każdym zakrętem mógł czaić się nauczyciel albo Filch. Meadowes jednak była nieskłonna posłuchać przyjaciółki i nadal urządzała swoje conocne wyprawy. Nie znała się z Huncwotami wyłącznie z winy Lily. Dorcas często wskazywała na grupkę czterech przyjaciół, a w szczególności na jednego, i pytała, czy może podejdą i się przywitają. Lily za każdym razem odpowiadała, że to są same kłopoty i nie warto się w to mieszać. Dorcas nie podeszła sama mimo tego, że była dosyć śmiała; co do chłopców, to lepiej nigdy nie ryzykować.
Evans próbowała wybić jednego chłopaka z głowy przyjaciółce, ale to było nie do zrobienia.
-On cię zepsuje, jest bardzo arogancki, nie miły, traktuje dziewczyny rzeczowo i straszny z niego leń!- Lily wymieniała te wszystkie cechy na palcach stojąc nad przyjaciółką i denerwując się coraz bardziej. Dorcas siedziała niewzruszona tym wszystkim z założonymi rękoma i stale podtrzymywała, że ona wie lepiej, co widzi i co wie. Evans w końcu zostawiła przyjaciółkę w spokoju jednak pilnowała, aby nie zbliżyła się do chłopaka pełnego kłopotów na krok.
Cóż za ironia! Teraz siedziała z tym chłopakiem na trawie obok domu kolejnego chłopaka pełnego kłopotów mając nadzieję nie wpaść w kłopoty. Jakież to było skomplikowane. Lily rozmawiała teraz z Remusem o czekających ich nowych obowiązkach (zaprowadzenia pierwszorocznych do Wieży Gryffindoru, zapoznanie ich z regulaminem panującym w dormitoriach i pokoju wspólnym, przekazanie im hasła i pouczenie, że nikt oprócz Gryfonów nie może dowiedzieć się o haśle), jednak kątem oka patrzyła na Dorcas siedzącą na trawie obok chłopaka pełnego kłopotów. Potter siedział obok niej i Petera na ławce rozmawiając z przyjacielem, ale kurczowo trzymając się rudej, co nie było dla niej bardzo komfortowe.
Dorcas śmiała się pełna uciechy, że może na luzie porozmawiać sobie z Syriuszem Blackiem, który od dawna jej się podobał. Ona wiedziała jednak, że nie ma szans u szkolnego Huncwota i Casanovy, że on jej nie zauważy nawet, gdyby sama rzuciła się na niego i zaczęła całować. Syriusz był kimś, kto nigdy nie spojrzy na dziewczynę pół krwi, tego nawet zabraniała mu rodzina. Skąd to wiedziała? Dziewczyna chcąc się dowiedzieć czegoś ciekawego o chłopaku ją interesującym może dojść do wszystkiego. A zwłaszcza, jeżeli tą dziewczyną była Dorcas. Ona znała odpowiednie osoby w Slytherinie, gdzie uczniem był młodszy brat Syriusza, Regulus, oraz jego kuzynki, Bellatrix i Narcyza. Syriusz, z tego, co dowiedziała się Dorcas, był kimś innym w rodzinie niż się wszyscy spodziewali. Jako jedyny, razem z młodszą siostrą Cathy, dostał się do Gryffindoru i to bardzo wzburzyło ojcem i matką, więc miał pod górkę. Teraz jednak śmiała się z jego dowcipów i opowiadań o tym, co robili w Hogwarcie.
-Pamiętam, jak raz z Jamesem zostaliśmy na szlabanie u Slughorna. Mieliśmy tam posprzątać, ale zamiast tego wysadziliśmy jego składzik, oczywiście przez przypadek. Niestety miało to swoje skutki uboczne i trochę się oparzyliśmy.
Dorcas spojrzała na niego z uśmiechem wiedząc, że zaraz dojdzie do momentu kulminacyjnego.
-I co dalej?
-Slughorn wpadł do środka i uznał, że to wszystko było nieszczęśliwym wypadkiem. Kazał nam iść do Skrzydła Szpitalnego a ten bałagan posprzątać Snape’owi, który akurat się nawinął na korytarzu.
Dorcas roześmiała się a Lily wysłała obrażone spojrzenie Syriuszowi, jakby obraził kogoś z jej rodziny. Ona przyjaźniła się z Severusem od czasu, gdy dowiedziała się o swojej magiczności. Właściwie to on jej to powiedział. Racją było, że Severus był nieco dziwny i nie dzisiejszy, ale dobrze się z nim rozmawiało czy choćby odrabiało lekcje. Dla Huncwotów i Dorcas było dziwne to, że Lily przyjaźni się z uczniem Slytherinu, który tak naprawdę powinien jej nienawidzić. Wszyscy uważali, że w końcu stanie się coś, przez co Lily znienawidzi Severusa.
-Hej, pójdziemy zagrać w mini Quidditcha? Może być ciekawie, jest nas sześciu, to po trójce na drużynę.- zaproponował James.
-Świetnie liczysz, Rogaczu, ale niektórzy z nas boją się wysokości.- zauważył nieśmiało Remus.
Lily zmarszczyła brwi. Lunatyk, Rogacz…, o co chodzi z tymi dziwnymi przezwiskami?
-Wiecie co? Mam inny pomysł.- powiedziała Lily z cwanym uśmiechem i spojrzała znacząco na Dorcas. Wstała z ławki i podążyła dalej.
-Chodźcie, pójdziemy do skate parku.- wszyscy spojrzeli na rudą jak na wariatkę, oprócz Dorcas.
-Co to jest skate park?- zapytał Syriusz wyraźnie zaciekawiony wstając razem z Dorcas.
-Zobaczycie.
Chwilę później byli już na drodze prowadzącej do skate parku. Czwórka Huncwotów szła za dziewczynami, które chichotały i mówiły szeptem. Syriusz nagle poczuł szturchnięcie w bok.
-Widzę, że dobrze dogadujesz się z Meadowes co?- zauważył James. Syriusz kiwnął głową.
-Owszem, jest… sympatyczna.
-Sympatyczna? Daj spokój, Łapo. Podoba ci się.- tym razem odezwał się Remus, któremu Syriusz wysłał zdziwione spojrzenie.
-Podoba? To przereklamowane. – stwierdził krótko Black i teraz w ciszy szli za dwójką dziewczyn.
 

 
Część 1 Rozdziału 2.

-Odpisała, odpisała!- krzyczał uradowany James biegając rano po domu. W końcu wpadł do pokoju Syriusza, który jeszcze mocno spał. Rzucił mu się na łóżko bijąc go swoją poduszką.-Odpisała mi!
Syriusz nagle się zerwał wziął swoją poduszkę i przygwoździł przyjaciela mocno do ściany.
-Umrzesz w mękach.- powiedział i puścił przyjaciela rzucając poduszkę na miejsce.- Pokaż ten list.- wziął go od przyjaciela i zaczął czytać słowa napisane zgrabnym i ładnym charakterem pisma.

James,
Dziękuję za zaproszenie. Gdybym była sobą, zapewne zignorowałabym ten list i siedziała nad basenem, ale stwierdziłam, że przecież nic nie stracę. Chętnie zobaczę, jak mieszka jeden z największych rozrabiaków w Hogwarcie. No i chętnie zobaczę się z Remusem, podobno też jest prefektem. Musimy omówić parę spraw.
Pozdrów ode mnie Syriusza, Remusa i Petera.
P.S., Jeżeli to nie problem, przyprowadzę ze sobą moją przyjaciółkę, Dorcas Meadowes. Zjawimy się trzeciego sierpnia o ósmej nad ranem.
Lily.
Syriusz przeczytał list do końca i spojrzał na przyjaciela z szerokim uśmiechem.
-Super, mam pozdrowienia.- powiedział jakby nic więcej w tym liście się nie liczyło.- Kim jest Dorcas Meadowes?- zapytał nagle marszcząc brwi i próbując sobie przypomnieć.
-Dorcas? Taka ładna, długie ciemne włosy ma i niebieskie oczy. Zawsze się kręci obok Lily. Ale jej nie zauważyłeś, dlatego, że Lily jest od niej sto razy ładniejsza.- powiedział Potter z rozmarzeniem. Syriusz tylko kiwnął głową i oddał przyjacielowi list.
-Tylko po to obudziłeś mnie o siódmej nad ranem?- zapytał znowu opadając na poduszki.
-Jak to? Mamy godzinę, żeby się ogarnąć! Wstawaj i mi pomóż!- James wstał i pociągnął przyjaciela za rękę jednocześnie zrzucając go z łóżka. Zostawiając Łapę na podłodze pobiegł obudzić Remusa i Petera.
-Daj mi siły aby go nie zabijać…- powiedział sam do siebie Syriusz.

James wyciągnął z łóżka wszystkich domowników w trzy minuty. Kazał wszystkim sprzątać a sam zamknął się w łazience na piętnaście minut. Syriusz stał przed drzwiami łazienki śmiejąc się, że i tak lepiej już nie będzie i ma dać sobie spokój z upiększaniem siebie. Swoją drogą, nawet Remus uważał, że to cud, iż Lily w ogóle odpisała na ten list.
Wszyscy coś robili. Remus układał książki w salonie, Peter ścierał kurze, pani Potter robiła śniadanie dla dziewcząt, Charles Potter udawał, że odkurza, bo nie potrafił włączyć odkurzacza (później zdecydował się na tradycyjne sprzątanie za pomocą zaklęcia), James siedział w łazience a Syriusz stał pod drzwiami łazienki w końcu na niego krzycząc, że ma wychodzić bo on jest jeszcze w piżamie. Gdy przyjaciel w końcu wyszedł z łazienki, Łapa uderzył go otwartą dłonią w głowę i wszedł do środka.
Wyszedł z niej odświeżony i ubrany w ciemne spodnie i czerwony T-shirt. Zszedł na dół po schodach i od razu został zaciągnięty do pracy przez Jamesa. Razem z nim układał figurki przedstawiające sławnych graczy Quidditcha, należące do jego ojca.
W końcu rozległ się dzwonek do drzwi. Syriusz oparł się o framugę drzwi prowadzących do kuchni, Remus siedział na kanapie i czytał książkę Magiczne zwierzęta, Peter doglądał, co pani Potter gotuje a James pobiegł otworzyć drzwi. Stała w nich Lily Evans, śliczna jak zawsze. Jej rude włosy opadały do łopatek, zielone oczy nie potrzebowały czarnych kresek, aby wyglądały na większe i wyraźniejsze. Była nieco wyższa niż przed zakończeniem roku. Jednak to, co zainteresowało Syriusza stało za panną Evans.
Albo raczej ten ktoś.
Piękna dziewczyna z czarnymi jak smoła włosami sięgającymi końca pleców, miała duże, niebieskie oczy ozdobione wachlarzem rzęs, porcelanową cerę i zgrabną, ładną figurę. Była wyższa od Lily, ale nie równa wzrostem Jamesa. Syriusz wytrzeszczył oczy, bo jeszcze nigdy nie widział kogoś tak ładnego. Remus, wydawałoby się, zauważył wstrząśniecie przyjaciela i przybiegł mu z pomocą szturchając go w ramię. Syriusz otrząsnął się i spojrzał trzeźwo na dwie dziewczyny.
-Cześć, Lily.- powiedział z uśmiechem na ustach James. Łapa zauważył, że przyjaciel stara się nie okazywać radości, jaka w nim buzowała, ale mu się to nie udawało.
Lily uśmiechnęła się do Pottera i razem z koleżanką weszły do środka. W końcu odezwała się ciemnowłosa piękność.
-Cześć, wszystkim. Jestem Dorcas.- powiedziała wesoło dziewczyna machając do ogółu.
A więc to była Dorcas Meadowes. Jak to możliwe, że Syriusz wcześniej nie zauważył, jaka koleżanka Lily jest śliczna? Może po prostu nie zwracał uwagi na samą rudą, więc nie zauważał kogoś, kto stał przy niej.
Remus i Syriusz podeszli do dwójki dziewczyn. Lunatyk uściskał się z rudą.
-Cześć, Lily. Ślicznie wyglądasz.- powiedział z szerokim uśmiechem.
-Remus! Przemiły jak zawsze.
Syriusz spojrzał na nieznajomą.
-Hej Dorcas, jestem Syriusz…- zaczął wyciągając do niej swoją dłoń.
-Wiem, wszyscy cię znają w Hogwarcie.- powiedziała Dorcas ściskając jego rękę i wysyłając mu swój uśmiech. Black mimo wszystko też się uśmiechnął.
W końcu z kuchni wyszedł Peter i spojrzał zdziwiony na dziewczyny.
-Dlaczego nikt mi nie powiedział, że wszyscy już są?
~
Proszę o jakąś pomoc, wskazówki a pochwały też mile widziane
 

 
Hej kochani!
Dzisiaj na lodowisku była masakra; myślałam że się zabiję ale jednak żyję i zamęczę was dzisiaj drugim rozdziałem )
Także dzisiaj pozdrowienia i czekajcie na rozdział
 

 
Część II Rozdziału I.

Obudziły go promienie słoneczne wpadające do pokoju przez okno. Syriusz zmrużył oczy i przewrócił się na drugi bok a potem zdał sobie sprawę, że przyjaciel już wstał. Albo przeniósł się na kanapę, żeby mu było wygodniej. Black podniósł się siadając na łóżku i rozejrzał po pokoju oblanym światłem słonecznym. Zwlókł się z łóżka, otworzył drzwi i rozejrzał po korytarzu. Nikogo nie zauważył jednak z dołu było czuć przyjemne zapachy śniadania i śmiech pani Potter. Syriusz wszedł do łazienki i wziął prysznic. Patrząc w lustro stwierdził, że ma podkrążone oczy a jego włosy są w jeszcze większym nieładzie niż zwykle.
Gdy się wykąpał i przebrał przeczesał tylko czarne włosy palcami i zszedł na dół. James siedział przy stole ze swoim ojcem i o czymś gorączkowo dyskutował a mama jego przyjaciela stała przy kuchence i coś gotowała. Wszyscy zwrócili ku niemu swoje spojrzenie.
-Dzień dobry – przywitał się Syriusz, bo przecież kultura to podstawa. Usiadł obok Jamesa a on nagle skończył rozmowę ze swoim ojcem.
-Lunatyk z Glizdogonem przyjdą dzisiaj po południu i zostaną do końca wakacji.- James wyglądał na uradowanego. Syriusz też się uśmiechnął na myśl spotkania z przyjaciółmi.
-Miło, że mnie wcześniej poinformowałeś, synu- powiedziała pani Potter, ale się uśmiechała. Uwielbiała trójkę czarujących przyjaciół swojego syna.
-Super, przyjadą pociągiem?- zapytał Syriusz rzucając pani Potter uśmiech, gdy postawiła przed nim talerz, na którym zaraz miał się znaleźć tost.
-Tak, wyjdziemy po nich?
-Jasne.
Po śniadaniu, Syriusz i James wyszli z domu i skierowali się na małą stację na drugim końcu miasta. Szli razem śmiejąc się ze wspomnień minionych lat i zanim się obejrzeli byli już na stacji, kilka minut przed przyjazdem pociągu. Syriusz zaczął flirtować na migi z mugolską dziewczyną o blond włosach i niebieskich oczach. Ona mu odmachiwała, ale była cała zarumieniona. Gdy w końcu James go szturchnął przyjechał pociąg a z niego wypadło dwóch chłopców.
Jeden z nich miał miodowe włosy i oczy tego samego koloru, delikatne rysy twarzy a na niej nieśmiały uśmiech. Gdyby nie brzydka rana odchodząca od policzka byłby przystojny. Był niższy od Syriusza i Jamesa kilka centymetrów, jednak tak samo zbudowany mimo tego, że nie grał w Quidditcha. Miał paniczny lęk wysokości.
Drugi chłopiec był tego samego wzrostu, co pierwszy jednak jego budowa była zupełnie inna. Był nieco okrągły i pulchny na buzi, jego małe, niebieskie oczy były wesołe a na twarzy widać było uśmiech. Gdy oboje podeszli do pierwszej dwójki od razu wpadli w śmiech opowiadając, jak to Peter, który był drugim chłopcem, narobił zamieszania z biletem w pociągu. W drodze do domu można było wspominać więcej.
-Chłopaki! Wiecie, że zostałem prefektem?!- wykrzyknął uradowany Remus Lupin pokazując im odznakę prefekta.
Syriusz i James uśmiechnęli się do niego krzywo.
-Fascynujące, luniaczku.- powiedział wcale nie zafascynowany James.
Wyszli z dworca teraz kierując się w stronę domu Jamesa. Remus opowiadał jak to wspaniale będzie być prefektem. James zauważył, że będzie można się wyżyć przy tym na Severusie Snape’ie, na co Syriusz się zaśmiał a Remus zmartwiał. Zapewne nie chciał wykorzystywać swojej władzy do dręczenia innych uczniów, mimo tego, że mógł to być Snape.
Bardzo szybko doszli do domu, gdzie czekała na nich Dorea Potter ze zrobioną domową szarlotką. Głodni po podróży Remus i Peter chętnie skorzystali z domowej szarlotki, jednak Syriusz i James byli napełnieni jedzeniem.
Cały dzień spędzili siedząc na dworze w upalny, sierpniowy dzień i wspominali lata, które przeżyli w Hogwarcie. Gdy nauczyciele łapali ich na łamaniu wszystkich zasad, gdy wędrowali pod peleryną-niewidką i szpiegowali nauczycieli i Filcha z mapą Huncwotów. Nagle James wypalił:
-Może zaproszę Lily? Myślicie, że się zgodzi?
Trójka przyjaciół popatrzyła na niego ze zdziwieniem a po chwili wybuchli śmiechem.
-Lily? Lily Evans? James, dobrze się czujesz? Przecież ona nas nie znosi.- powiedział Lunatyk powstrzymując śmiech.
-Mów za siebie, ostatnio zauważyłem, że wysyła mi znaczące spojrzenia. – powiedział Syriusz dumnie unosząc głowę.
Remus spojrzał na niego z niedowierzaniem i uniósł brew do góry.
-Chyba miałeś coś na twarzy, bo ona patrzy na nas tylko z niechęcią.
-Co mi szkodzi? Zaproszę ją, może tym razem się uda. Nie byłem dla niej taki nie miły.
-Racja, o ile pamiętam, raz przepuściłeś ją w drzwiach i kilka razy darowałeś sobie zabrać jej książki.- zauważył Syriusz i wyrwał trochę zielonej trawy.
-Pamiętaj, Rogaczu, że ona przyjaźni się ze Snape’em. Przecież go nienawidzimy.- inteligentnie stwierdził Remus.
James wzruszył ramionami i wyglądał, jakby był obrażony.
On od pierwszej klasy kochał się w rudowłosej i ślicznej Lily Evans, uczennicy Gryffindoru pochodzącej z rodziny mugoli. Była niesamowicie bystra i inteligentna, miała duże, zielone oczy i długie rude włosy. To dla niej James Potter totalnie stracił głowę, co mogłoby się wydawać dziwne, bo wszystkie dziewczyny w Hogwarcie traciły rozsądek dla niego a nie odwrotnie. Ta dziewczyna jednak nie chciała nawet na niego spojrzeć. Lubił się z nią przekomarzać mówiąc do niej „ruda” lub po nazwisku. Ona jednak przyjaźniła się z Severusem, uczniem Slytherinu tego samego roku, którego Huncwoci po prostu nie trawili. Był wrednym i nudnym Ślizgonem, który ciągle czytał książki, nie miał żadnych przyjaciół a jego włosy były tak tłuste, że kleiły mu się do twarzy.
Resztę wieczoru Huncwoci spędzili na rozmawianiu o tym, co czeka ich w piątej klasie. Po pierwsze, bardzo ważne egzaminy zwane SUM-ami (Standardowe Umiejętności Magiczne). Po drugie, musieli ostro ćwiczyć do Quidditcha, żeby utrzymać Puchar Quidditcha przy sobie. Po trzecie, Remus był prefektem, więc to dawało im szansę na uniknięcie paru szlabanów.
Dorea Potter pościeliła chłopcom w pokojach gościnnych i za jej przymuszeniem w środku nocy poszli spać. Dla Syriusza okazało się to zbawieniem, bo ostatniej nocy spał bardzo niewygodnie i krótko.
James, zanim się położył, napisał krótki list do Lily Evans z lekko bijącym sercem. To dziwne, dlaczego był zdenerwowany? Przecież wiele razy dostawał od niej kosza, gdy próbował zapraszać ją na randkę. Kończąc list zwinął go i przywiązał do nóżki Harpagona, swojej sowy, i wypuścił ją w noc.
  • awatar ŚmieszneFotki: Hej Świetny Blog oby Tak dalej Ja dopiero zaczynam i organizuję konkurs może zachciałabyś/chciałbyś się zgłosić więcej info http://xd33256.pinger.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kocham to. Syriusz jak zawsze najlepszy <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Część 1 rozdziału 1.

Londyn. Dla młodego chłopaka przechodzącego ulicami stolicy Anglii było to najbardziej znienawidzone miejsce. Uważał, że żadna przyszłość nie czeka go w tym mieście czy choćby samej Anglii. Często padał deszcz, po ulicach przechadzali się mugole nie świadomi niebezpieczeństwa czyhającego ich z każdej strony. Bali się jednak głupot, własnego cienia, który mógłby ich zgubić. Zwykle spieszyli się i nie zauważali, że obok nich może przechodzić ktoś wyjątkowy albo ktoś sprawiający wrażenie niewinnego. Nie zauważyliby długiego, drewnianego kijka trzymanego przez chłopaka w lewej ręce. Nie zauważyliby nawet, gdyby z tego kijka wystrzeliło nagle zielone światło. Różdżki były niebezpieczne w rękach nieodpowiednich osób, ale o chłopcu przechodzącym ulicami stolicy Anglii późnym wieczorem nie można było powiedzieć złego słowa.
Dlaczego szedł właśnie w nocy, gdy wszystkie ulice były puste? Nie lubił zwracać na siebie uwagi a trzeba było powiedzieć, że ten młody chłopak zwracał ją swoją nienaganną urodą.
Miał rysy arystokraty, przydługie, czarne włosy, zwykle roztrzepane i duże, szare oczy, w których zwykle tańczyła iskra radości. Mimo wesołości jego oczu teraz sprawiał wrażenie smutnego, przerażonego albo wręcz zdenerwowanego. Dlaczego był taki zdenerwowany?
Chłopiec nazywał się Syriusz Black i miał niespełna piętnaście lat. Za sobą ciągnął średniej wielkości kufer z dziwnym znakiem po środku, przedstawiającym złotego lwa otoczonego czerwienią. Nie trzymał w dłoni różdżki, ale miał ją w kieszeni, pod ręką. Gdzie mógł iść młody chłopak, tak wyglądający, w środku nocy? Włóczył się po ulicach Londynu nie wiedzieć, czemu i po co.
Nagle zatrzymał się i rozejrzał między ulicami. Miał dwa wyjścia, albo w lewo albo w prawo. Zwykle zanim uciekał zdążył skorzystać z kominka, teraz jednak został wręcz wyrzucony z domu. Usiadł zdenerwowany na krawężniku i podparł głowę rękoma. Nigdy nie znajdzie domu, którego szukał. Nie znał nawet adresu, chociaż bardzo dobrze znał budynek i jego mieszkańców. Chłopiec w jego wieku z rozczochranymi, ciemnymi włosami, w okularach i wesołych oczach… oddałby teraz wszystko, żeby się tam znaleźć.
Zza rogu wyjechał samochód i mocnymi światłami zakuł go w oczy. Zmrużył je i wstał. Tak! Tego właśnie potrzebował.
Wysoki, niebieski autobus zatrzymał się przed nim a z niego wyszedł chudy i wysoki mężczyzna, niewiele od niego starszy z kilku dniowym zarostem i rozejrzał się. Dopiero jakby później zauważył Syriusza, zupełnie jakby go wcześniej nie widział.
-Witam w błędnym rycerzu, pomocą dla zagubionych czarowników i czarownic….- zaczął mówić, ale Syriusz przerwał mu niecierpliwym machnięciem ręki.
-Znam to na pamięć, nazywasz się Mark i będziesz moim przewodnikiem.
-Wsiadaj,- powiedział i mimo chęci Syriusza, sam wziął jego bagaż.
Zagubiony czarownik wszedł do Błędnego Rycerza i rozejrzał się po nim. Znał ten wóz na pamięć i nic się nie zmieniło. Kierowcą wciąż był stary Ernie, który wydawałoby się, zasypia podczas jazdy. Gdy Mark zamknął drzwi Rycerz szarpnął tak mocno, że Syriusz musiał złapać się barierki, żeby nie upaść.
-Jak się nazywasz?- zapytał nagle Mark.
Syriusz wywrócił teatralnie oczami. Mark nigdy nie mógł zapamiętać jego twarzy i imienia.
-Syriusz Black…
-A dokąd cię niesie?- Mark wyglądał na znudzonego zadawanymi pytaniami. No cóż, pewnie zadaje je kilkanaście razy dziennie. Chociaż może dzisiaj zadał je tylko Syriuszowi, bo Rycerz był pusty.
Syriusz zastanowił się przez chwilę. Właśnie, jak wytłumaczyć Markowi, że chce dostać się do Potterów? Przecież to bez sensu.
-Dolina Godryka?- Syriusz nie był pewien, czy to dobrze było wsiadać do tego pojazdu. Mark spojrzał na niego zdziwiony.
-Dolina Godryka? Przecież to jakieś… no, daleko nie?- Mark był bardzo spostrzegawczy.
Syriusz kiwnął tylko głową mając nadzieję, że nie będzie musiał zaraz wysiadać.
-A dokładniej?
-Wystarczy, że podwieziecie mnie do miasta, wtedy sam trafię.
-Nie pamiętasz adresu? Czy wymyślisz coś, co cię nie skompromituje?
Syriusz wysłał Markowi mordercze spojrzenie i odwrócił wzrok do okna. Chciał zobaczyć, gdzie są, ale Ernie tak szybko jechał, że za oknem nie było nic widać. Na pewno nie pójdzie spać, kto wie, kiedy ten cholerny autobus się przewróci. Z resztą, nie sądził, żeby dał radę zasnąć. Czy więc był skazany na towarzystwo Marka i jego ciągłe pytania?
-Co robiłeś sam na tej ulicy w Londynie? Gdzie są twoi rodzice?
Syriusz wysłał mu mordercze spojrzenie i wrócił wzrokiem do okna. Gdyby nie bagaż mógłby przemienić się w psa i po prostu pobiec. To byłby długi bieg, ale pewnie lepszy niż siedzenie w Błędnym Rycerzu razem z dociekającym wszystkiego Markiem.
-Szukałem skarbu.- odpowiedział po chwili Black wiedząc, że po tym nieprzyjemnym odzewie, Mark w końcu się zamknie.

Mark z przyjemnością pozbył się z Rycerza niemiłego nastolatka zostawiając go na środku drogi w Dolinie Godryka. Syriusz odprowadził wzrokiem niebieski autobus a gdy został na ulicy sam wziął kufer za rączkę i poprowadził go po ulicy. Było prawie tak samo pusto jak w Londynie, tutaj paliły się w domach światła i nie było w nich widać ciekawskich spojrzeń starych kobiet, które nie mają nic lepszego do roboty oprócz śledzenia młodych ludzi.
Teraz na ulicy jedynym dźwiękiem były kółka kufra toczącego się po nierównej ulicy. Który to był dom z kolei? Szósty? Siódmy? Która ulica? Przecież był tu nie raz, musiał wiedzieć, gdzie mieszka jego najlepszy przyjaciel!
W końcu zatrzymał się przed dużym domem (z numerem dziewiątym), stanął przed drewnianymi drzwiami i chwilę się zawahał. Nie ma, co się zastanawiać, idioto, nie raz przychodziłeś do nich w środku wakacji…, ale nigdy nie w środku nocy.
Jego ręka sama się podniosła i zapukała do drzwi. Nie czekał długo, zaledwie dwie minuty, żeby zobaczyć, że w przedpokoju zapaliło się małe światło. Drzwi otworzył mu zaspany i rozczochrany chłopiec, którego orzechowe oczy teraz rozszerzyły się na widok przyjaciela.
-Syriusz? Zawsze musisz robić wielkie wejście..- stwierdził James i wpuścił Syriusza do domu. Byli mniej więcej tego samego wzrostu, Black zauważył, że Potter jest kilka centymetrów wyższy od czasu, gdy ostatni raz się widzieli.
-Wybacz, mogę wrócić do domu i przyjść po południu, jeżeli teraz nie masz czasu. – rzucił Syriusz od niechcenia i rozejrzał się po domu, który znał prawie tak dobrze jak swój własny. Zostawił kufer przy drzwiach i spojrzał na Jamesa.
-Chodź do góry, lepiej, żeby nie obudzić rodziców. Są strasznie markotni, jak są niewyspani. – James wyminął Syriusza i powoli podążył na górę, przyjaciel za nim.
Weszli do pokoju Jamesa, w którym jak zwykle panował bałagan. Na ścianach były plakaty drużyn Quidditcha, plakaty mugolskich wykonawców muzycznych i ich magiczne zdjęcia, które się ruszają. Na podłodze były porozrzucane ubrania, na biurku leżały książki, pióra i atrament, który rozlał się w niektórych miejscach na wypracowaniu z Zaklęć i Uroków a w rogu pokoju stała miotła Jamesa. Oboje, i Syriusz i James grali w Drużynie Gryfonów w Hogwarcie. Syriusz na pozycji ścigającego a James- szukającego. Ostatniego roku wygrali nawet puchar Quidditcha odbierając go Ślizgonom po trzech latach.
Syriusz usiadł na łóżku Jamesa i spojrzał na przyjaciela ze znudzeniem. Ten opierał się o ścianę i patrzył na niego zdenerwowany.
-Nic mi nie powiesz?
-Co? Zapomniałem o jakimś magicznym słowie?
-Nie chcesz ze mną o tym rozmawiać?- zapytał James, ale na pewno miał nadzieję, że Syriusz mu wszystko opowie. Oczywiście się mylił. Ten nastolatek słynął nie tylko z uroku osobistego i szlabanów, ale z tajemniczości i skrytości.
Syriusz tylko odwrócił głowę nie chcąc patrzeć na przyjaciela. James po chwili westchnął i usiadł obok Blacka po chwili znowu opadając na poduszki.
Syriusz poczuł nagłe zmęczenie i zasnął z głową po drugiej stronie łóżka.

____
Pomagać jak coś źle, pisać na skrzynkę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moi drodzy użytkownicy internetów

Moje, pożal się Boże, opowiadanie, będzie o znanych nam wszystkim Huncwotach. Zagłębimy się w świat Jamesa, Syriusza, Remusa i Petera, nie zapominając o kilku dziewczynach
Wiele postaci będzie stałych, a kilka wymyślonych przeze mnie, takich jak Cathy Black, siostra Syriusza czy Annabell Lorens. Ale o nich później, pojawią się w dalszych częściach opowiadania.
Pierwsza część pierwszego rozdziału pojawi się dzisiaj punktualnie o 150.
/Huncwotka
P.S. Przyjmuję również wszystkie uwagi i podpowiedzi, jednak te proszę kierować na skrzynkę. Na pewno się do nich dostosuje a wszelkie pomysły: przemyślę.
 

 
Ale piździ.... ja takiej zimy dawno nie widziałam, to jest masakra, nie da się z domu wyjść.
Jutro wychodzę na łyżwy. Normalne?
Poza tym, dzisiaj mam zamiar wstawić pierwszą część pierwszego rozdziału (mam bardzo długie rozdziały i podzieliłam je na części). Mam nadzieje, że kogoś to będzie interesować
Tym czasem, niech moc będzie z wami!
Zaraz... to nie ten film ;D
  • awatar Gość: bardzo ciekawy blog zachęcam do czytania :)!
  • awatar Hobbit - uwielbiam ♥: Wpis dobry a zdjęcie jeszcze lepsze :D Czekam i nie narzekam na twój rozdział :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"After all this time?"
"Always"said Snape
 

 
Czy ktokolwiek pamięta jeszcze o Harrym Potterze? O naszym dzieciństwie spędzonym przed książką czy telewizorem i oglądających walczącego młodego czarodzieja? Czy ktokolwiek pamięta o niesamowistości Hogwartu, władzy Voldemorta i sile przyjaźni i miłości? Zagłębiliście się w uwielbianiu wampirów i wilkołaków? Czarodzieje już się dla was nie liczą?
Ten blog jest poświęcona wyłącznie sadze o młodym czarodzieju i jego przodkach. Będę wstawiała tu własne opowiadanie o znanych nam wszystkim Huncwotach. Chyba, że zapomnieliście, to szkoda. Może sobie przypomnicie?
/Huncwotka
  • awatar Hobbit - uwielbiam ♥: Tak to smutne że dzisiejsze denne filmy i książki zasłaniają poprzednie extra produkcję ... Z tego powodu jest mi trochę smutno : / Ale ja nie zapominam o tak świetnym filmie i książkach <3
  • awatar Huncwotka <3: Kocham ludzi, którzy pamiętają Harry'ego i przemierzają Hogwart w nocy razem ze mną <3
  • awatar fireinyoureyes: jak można nie pamiętać harrego! wracam w snach do hogwartu, do wszystkich przeżytych z harrym chwil. raz po raz przemierzam korytarze zamku pod peleryną niewidką okrążając panią Norris i odwiedzając Hagrida.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›